Eric Berg „Dom mgieł”

Jak to w życiu bywa, przyjaciele z młodości nie widzieli się od kilkunastu lat. Pasje, które połączyły ich piętnaście lat temu wygasły a drogi się rozeszły. Jednak paczka postanawia się spotkać ponownie i po takim czasie wyjechać na wspólny weekend- napić się, powspominać stare czasy, sprawdzić czy to, co ich połączyło kiedyś jeszcze nie wygasło.

Postanawiają spędzić ze sobą weekend na malowniczej wyspie Hiddensee, jednak kilka dni, które miały być okazją do pogaduszek i niczym niezmąconej zabawy okazał się tragiczny. Podczas burzowej, sierpniowej nocy trzy osoby giną od strzału z broni. Dodatkowo jedna kobieta z paczki po strzale ledwo uchodzi z życiem i zapada w śpiączkę. Nikt nie wie, co tak naprawdę stało się podczas tej nocy i kto jest winny masakrze, po dwóch latach od tych tragicznych wydarzeń nad sprawą pochyla się dziennikarka Doro Kagel, czy kobiecie uda się odkryć, co tak naprawdę stało się tej nocy? Czy dotrze do prawdy?

dom mgieł 2.PNG

Książkę „Dom mgieł” kupiłam z dwóch powodów: po pierwsze była mocno polecana przez jedną z moich ulubionych blogerek książkowych, po drugie była mocno przeceniona na Bonito. Czy w takim przypadku mogłam jej nie wziąć do siebie na półkę?

 

Konstrukcja powieści robi z czytelnikiem coś takiego, że od pierwszej strony czujemy mrok. Z pozoru nudna, z akcją, która tak naprawdę nie jest zbyt wartka wprowadza jednak niepokój, lęk przed nieuniknioną tragedią. „Dom mgieł” to naprawdę dobry thriller, który na pierwszy plan wysuwa ludzką psychikę i pokazuje jak wydarzenia z przeszłości mogą wpłynąć na naszą teraźniejszość i przyszłość. To jedna z tych książek, do których warto wrócić i odkryć w niej nowe rzeczy, których nie da się zauważyć za pierwszym razem.

Postaci są wyraziste część się lubi, część wręcz przeciwnie, ale każda z nich ma jakiś charakter, który z czegoś wynika i do czegoś zmierza.

Absolutnie nie żałuję, że ją kupiłam, będzie zajmować jedno z czołowych miejsc na mojej półce i z czystym sumieniem mogę ją polecić każdemu.

Reklamy

Jenny Blackhurst „Czarownice nie płoną”

Elli to młoda dziewczynka, która przeżyła już wiele. W pożarze zginęła cała jej rodzina, a ona jest jedyną ocalałą. Los sprawia, że trafia do rodziny zastępczej w małym miasteczku. Pomóc wyjść Elli z traumy próbuje terapeutka Imogen Reid. Doktor jest przekonana, że wszystkie zachowania dziecka wynikają z traumy, jaką przeżyła, poświęca jej, więc dużo prywatnego czasu i mocno angażuje się w tą relację.

Gdy do Imogen docierają słuchy, że zarówno nauczyciele, jak i rodzina zastępcza Elii zaczynają się jej bać, bardziej przygląda się jej zachowaniom i reakcjom na kolejne sytuacje. Kiedy dziewczynka traci nad sobą panowanie w jej otoczeniu zaczynają się dziać dziwne rzeczy. A terapeutce zaczyna grozić śmiertelne niebezpieczeństwo.

 

Czy ludzie mają rację a Elii jest czarownicą?

 

Kiedy ludzie nie znają faktów, zaczynają ją wymyślać, a to, co wymyślą, jest dużo bardziej fantastyczne niż prawda.“

czar.PNG

Tyle dobrego czytałam o tej książce, że kiedy znalazłam ją w świątecznej paczce nie mogłam się doczekać, kiedy wezmę ją w ręce.

 

Książka absolutnie spełniła moje oczekiwania, a nawet dała mi więcej przyjemności niż przypuszczałam.

Jest mroczna, od pierwszej strony trzyma w napięciu, autorka bez problemu wprowadza czytelnika w małomiasteczkowy świat, w którym plotki urastają do rangi prawdy, a niewypowiedziane słowa są czasem głośniejsze od krzyku.

 

Krótkie rozdziały powodują, że powieść czyta się właściwie sama, a ja przeczytałam ją w niecałe trzy dni.

Trudno mi się jest do czegoś przyczepić i mimo, że domyśliłam się zakończenia na kilkadziesiąt stron przed końcem „Czarownic” to uważam, że to idealny thriller nie tylko dla fanów gatunku.

 

„Czarownice nie płoną” to książka, która idealnie wpasowała się w mój klimat i z czystym sumieniem mogę ją polecić.

 

Remigiusz Mróz „Władza absolutna”

Po śmierci Prezydent Polski w zamachu pod sejmem w Polsce wybucha panika. Konstytucja nie przewiduje, kto w takim przypadku ma przejąć władzę a w szranki o nią stają wszystkie ugrupowania polityczne. Nie ma miejsca na kompromisy, rozpoczyna się najbardziej brudna ze wszystkich kampanii wyborczych, a nikt kto bierze w niej udział nie będzie chciał brać jeńców.

„-Powiedzmy po prostu, że jeśli ma pani zaufanie do jakiegokolwiek polityka, najwyraźniej opuściła pani kilka lekcji historii w szkole.

Kitlińska nie wiedziała co odpowiedzieć.

– I zapewniam panią, że gdybyśmy wszyscy nagle przestali kłamać, świat wcale nie byłby lepszym miejscem. Wręcz przeciwnie”

Co gorsza na horyzoncie zaczynają pojawiać się dowody, że zamach był jedynie preludium do większego spisku a ład polityczny na świecie, może się bardzo szybko zamienić w chaos.

mróz 2.PNG

Muszę przyznać, że po ostatnich książkach Remigiusza Mroza zwątpiłam, że jeszcze jakakolwiek powieść tego autora mi się spodoba. Dlatego kiedy dostałam „Władzę absolutną” nie byłam bardzo podekscytowana.

Jednak W kręgach władzy to chyba jedyna seria, która mnie nie zawiodła. Akcja jest wartka, czyta się szybko a sama historia oprócz tego, że ma więcej wspólnego z fantastyką niż z realizmem to naprawdę może wciągnąć czytelnika i nie pozwala się oderwać. Jestem mile zaskoczona tym co autor zaserwował mi w tym tomie.

„Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść, niepokonanym” dlatego mocno liczę na to, że to ostatnia część serii a Mróz nie będzie dociskał całej opowieści tak mocno jak zrobił to z Chyłką.

„Każda władza deprawuje a władza absolutna deprawuje absolutnie”

 

 

Gillian Flynn „Ostre przedmioty”

Dziennikarka Camille Preaker od lat nie była w swoim rodzinnym mieście. Gdy w Wind Gap dochodzi do morderstwa dwóch dziewczynek, przełożony redaktorki wysyła ją w rodzinne strony by napisała reportaż opisujący tę dramatyczną sytuację.

Camille nie ma wyboru, pakuje torbę i wraca do małej mieściny w stanie Missouri, do miejsca z którego uciekła i którego szczerze nienawidzi. Trudno się dziwić, nie ma z niego dobrych wspomnień, to w tym miejscu zmarła jej siostra, tam zaczęła się okaleczać i wreszcie to tam nadal mieszka jej despotyczna matka, która nigdy nie okazała jej miłości.

Intryga goni intrygę, ciężkie słowa i niedopowiedziane zdania wiszą w powietrzu. Camille ma wrażenie, że w miasteczku niewiele się zmieniło, ale teraz musi się zmierzyć nie tylko ze swoją przeszłością i lękami, ale także ze złem, które może się czaić za każdym rogiem.

Czy mordercą jest ktoś kogo zna? Ktoś z miasteczka ? I wreszcie: czy morderca uderzy raz jeszcze ?

ostre przedmioty 2.PNG

Przyznaję się bez bicia, mam mieszane uczucia co do tej książki i to chyba czołowe zdanie, które mi towarzyszyło przez cały czas jej czytania.

Początek był dla mnie drogą przez mękę- nie potrafiłam się „wkręcić” w jej specyficzny, duszny klimat, nie rozumiałam głównej bohaterki a świat opisany przez autorkę mnie denerwował. Czytałam prawie same dobre opinie o tej książce, poza tym nie odkładam książek, które już zaczęłam więc zawzięłam się i brnęłam dalej.

Muszę przyznać, że w połowie książki (co nie jest zbyt dużym sukcesem) lekko zaczęłam się do niej przekonywać. Na pewno nie jest to jeden z tych kryminałów, nad którymi będę klękać i śpiewać miłosne pieśni, nie jest to również najlepsza książka jaką czytałam w 2018, nie należy nawet do pierwszej dziesiątki, ale nie mogę odebrać autorce tego, że zakończenie mnie lekko zaskoczyło, a całość nawet mi się podobała.

Odbić się od tak marnego początku to też jakaś sztuka.

„Ostre przedmioty” to nie jest kryminał, który będę wam polecać, dużo w nim ohydy, okrucieństwa, bezsensownych jego opisów, za dużo brudu i trąci lekką nutą fantasy, ale jeśli potrzebujecie w jakiś niezbyt wymagający sposób zabić czas, to możecie (nie musicie) po niego sięgnąć.

Kamil Bałuk, Wacław Krupiński „Wodecki. Tak mi wyszło”

„Trzeba robić to co człowiek ma w sercu i czekać na swój czas”

Któż nie zna Zbigniewa Wodeckiego- piosenkarza, aktora, muzyka i wreszcie prowadzącego programy telewizyjne i jurora? Kto nie pamięta jego ponadprzeciętnego talentu do gry na wszelkich instrumentach ?

Książka Kamila Bałuka i wywiad rzeka Wacława Krupińskiego to potężna dawka emocji zawarta na 500 stronach.

Życie Zbigniewa Wodeckiego to dwa oddzielne życiorysy, w pierwszym z nich wyprostowany jak struna występował na największych scenach filharmonii grając jako skrzypek solista, jeździł po świecie jako tło dla Ewy Demarczyk, czy członek zespołu Anawa. W drugim jest artystą którego zna i lubi cała Polska, człowiekiem który mimo ciężkich początków osiągnął tak wiele a mimo to ciągle gna do przodu nie łapiąc oddechu.

„Wodecki. tak mi wyszło” to podzielona na dwie części piękna opowieść o tym jakim Zbigniew był człowiekiem, jak bardzo potrzebował akceptacji, jakim był pracoholikiem i jak wielką miłością darzył muzykę. Z kart książki mimo wielu anegdot i tego jak wyraźnie widać, że artysta miał wielkie poczucie humoru, wylewają się również takie momenty, które zmuszają do refleksji:

„-Zbyszek miał wgrane, że nienawidzę Pszczółki Mai, co jest oczywistą bzdurą- mówi Moretti- Kocham tę piosenkę. Nienawidziłem czego innego: tego skojarzenia, że Pszczółka Maja to najważniejsze co Zbigniew Wodecki jest w stanie zaoferować. Kiedy się do mnie zwrócił, pomyślałem, że ja wiem kim jest, co sobą reprezentuje, i on też doskonale wie kim jest. A ludzie ? Czy oni wiedzą? Myślę, że Zbyszek wiele razy w życiu dawał z siebie maksa dlatego, że karmił się reakcjami publiczności. Ale nie wiem, czy robił coś od siebie dla siebie”

Przez tę biografię pokochałam Wodeckiego jeszcze bardziej, chociaż odkąd pamiętam w słuchawkach zawsze miałam „Zacznij od Bacha”, „Z tobą chcę oglądać świat” i wiele innych hitów, to teraz po dwóch dniach w jego świecie dopiero czuję ile kosztował go każdy występ i nagranie każdej nuty. On nie wychodził na scenę po to żeby „pograć” i zejść z niej jedną ręką machając do publiczności a drugą inkasując sporą sumkę-grał bo to kochał, bo go to w pewien sposób tworzyło.

„My cały czas albo trasa, koncert, hotel, brawka, odreagowanie, oczywiście trasa, zdążyć.

Żyjemy tylko tymi chwilami. Kiedy się kończą, gaśnie światło, człowiek zostaje właściwie sam”

 

wodecki 2.PNG

 

Nie wiem czy jest wiele biografii, które zrobiły na mnie takie wrażenie. Może stało się tak dlatego, że śmierć Zbigniewa Wodeckiego mocno mnie poruszyła, może dlatego, że jego muzyka jest dla mnie ponadczasowa i na pewno będzie mi towarzyszyć dopóki nie ogłuchnę, a może dlatego, że to doskonała historia opisana w fantastyczny sposób, bez blichtru, światła neonów i peanów. Autorzy pokazali Wodeckiego takim jakim był- człowieka o wielkim sercu, dużym ego i zestawem przywar, z którymi każdy z nas musi się mierzyć. Pokazali artystę jako człowieka takiego jak my, człowieka któremu „wyszło”.

Na pochwałę (kolejną z miliona), zasługuje wydanie- BRAWO! wydawnictwo Agora, wydanie jest po prostu PIĘKNE. Papier, druk, zdjęcia, czcionka – idealne ! Rzadko spotykam tak dobrze wydane książki.

Kto nie czytał niech nadrobi, nawet ci, którzy znają Wodeckiego wyłącznie jako Pana od „Pszczółki Mai” albo jurora „Tańca z gwiazdami”

„Czym jest dla ciebie szczęście?

Świadomość, że  masz wokół siebie grupę ludzi i że kiedy wyłączą prąd, zamilknie radio, zgaśnie telewizor, to cieszysz się, że będziesz mógł z nimi posiedzieć i nawet pomilczeć”

Hanna Greń „Jak kamień w wodę”

„Przyszła na świat w pewien wrześniowy poranek tylko dlatego, że nie da się powstrzymać sił natury. Gdyby to było możliwe, matka z pewnością przełożyłaby poród na popołudnie, żeby nie kolidował z godzinami pracy.”

Kornelia Pliszka nigdy nie miała łatwego życia. Problemy z rodzicami, w szkolnym środowisku sprawiły, że mimo trudów wyrosła na mądrą i silną kobietę. Kiedy zaczyna otrzymywać listy z pogróżkami, z góry zakłada, że ktoś chce jej zrobić głupi żart. Jednak gdy anonimy się nasilają a teksty na nich stają się coraz groźniejsze, Kornelia postanawia zgłosić sprawę na policję.
Pech chciał, że składając zeznania trafia na tego samego policjanta, co przed laty. Człowieka, który zraził ja do policji i próbował ją zdyskredytować.
Czy Kornelia będzie mu w stanie zaufać ?
Czy Gerard odstawi na bok niechęć do kobiety i będzie w stanie zachować chłodny profesjonalizm ?
A może wszystko pójdzie w zupełnie innym kierunku ?

greń

Książka Hanny Greń wylądowała pod naszą choinką za sprawą mojego męża i muszę przyznać, że to jedna z tych powieści, które jednocześnie ciekawią i wywołują na twarzy uśmiech.
Połknęłam ją w jeden dzień! Jest lekka, fajnie napisana, zabawna, ciepła i chociaż wątek kryminalny to moim zdaniem najdalszy z jej planów to i tak mi starej kryminalnej wyjadaczce całość bardzo przypadła do gustu.
Jedyne do czego mogę mieć małe „ale” to liczba wątków. Jest ich całe mnóstwo a niektóre nie mają żadnego znaczenia dla opowiadanej przez autorkę historii.
Nie zmienia to jednak faktu, że razem z Kornelią Kolą Pliszką spędziłam bardzo przyjemny dzień i z pewnością się jeszcze spotkamy. Hanna Greń stworzyła bohaterkę, którą da się lubić, za którą się trzyma kciuki i z którą chciałoby się przyjaźnić.

Na szczęście „Jak kamień w wodę” to pierwszy z tomów serii „Polowanie na Pliszkę”, cóż niech tylko otworzą księgarnie po przerwie świątecznej.

Wojciech Chmielarz „Wampir”

„W pierwszej chwili Maria pomyślała, że Mateusz wpadł w jakieś kłopoty. Wdał się w bójkę, czy coś i teraz siedzi w areszcie. Ale poważny wzrok tego nieumundurowanego sprawił, że nogi się pod nią ugięły.

-Bardzo mi przykro – powiedział mężczyzna.- Bardzo mi przykro.

Mateusz nie miał powodów by popełnić samobójstwo, ot dwudziestolatek z grupką znajomych, który lubił się czasem zabawić i nie do końca wiedział co zrobić ze swoim życiem. Jednak pewnej ciepłej, majowej nocy, wszedł na dach gliwickiego budynku i skoczył. Nie pożegnał się, nikt niczego nie widział, nikt nie znał powodów tego dramatycznego kroku chłopaka. Prokuratura po przybyciu na miejsce od początku twierdzi, że Mateusz targnął się na swoje życie. Jednak zrozpaczona matka chłopaka nie jest w stanie w to uwierzyć- wynajmuje Dawida Wolskiego- detektywa, który ma odkryć co stało się naprawdę tej gorącej nocy.

Wolski wchodzi w świat gliwickich nastolatków a to co odkrywa, co raz bardziej go dziwi. Brutalność, przemoc, seks za pieniądze i brudny realizm niepokojąco łączy się z wirtualnym światem.

Co łączy Mateusza z zaginioną Alicją, której od tygodni szukają całe Gliwice?

Czy Dawidowi uda się odkryć prawdę mimo tego, ile osób chce ukręcić łeb tej sprawie?

wampir2

„Wampir” to pierwszy tom z Gliwickiej serii, który wyszedł spod pióra Wojciecha Chmielarza.

Czytając powieść czułam w głowie lekki chaos, to pewnie moja wina, ale początkowe pomieszanie dwóch zupełnie innych stylów pisania i wątków wprowadziło w moją czytelniczą głowę lekki zamęt. Przez pierwsze kilka rozdziałów nawet lekko mnie to męczyło i… to tyle jeśli chodzi o minusy.

Główny bohater (co dziwne jest zły), Dawid Wolski- detektyw z przypadku- pozbawiony jakichkolwiek uczuć, wykorzystujący ludzkie tragedie i nie do końca sprawnie lawirujący między kolejnymi zleceniami. Trudno go lubić, ale jednego nie można zabrać Chmielarzowi, stworzył postać CHARAKTERYSTYCZNĄ. Za każdym razem kiedy coś w powieści nie szło po jego myśli, myślałam sobie: „ok stary zasłużyłeś sobie na to” a jednocześnie chciałam wiedzieć czy uda mu się rozwiązać zagadkę i jaki będzie jej finał.

A finał moi drodzy jest mocny, wszystkie wątki, rozrzucone do tej pory na stole kryminału układają się w jedną logiczną całość.

Ja po tej książce dalej jestem fanką Chmielarza, chociaż z czystym sumieniem muszę przyznać, że moje serce skradł jednak Mortka a nie Dawid Wolski.