S.E. Lynes „Matka”

Christopher Harris jest pogubionym chłopakiem. Nigdy nie czuł się w rodzinie komfortowo, zawsze czuł, że do niej do końca nie przynależy i że być może gdzie indziej czeka na niego nowe, lepsze życie. Gdy wybiera się na studia na strychu odnajduje dokumenty, które jednoznaczniej stwierdzają, że Chris był adoptowany. Teraz ma jeden cel: odnaleźć swoją prawdziwą matkę. Gdy mu się to udaje, wie że szczęścia, które w końcu odnalazł nie odda za żadną cenę. A nowej rodziny i swojej przynależności do niej będzie bronił do utraty tchu.

Czy Christopher ocali to co dla niego najważniejsze ? Ile będzie musiał poświęcić i czego dokonać by to zrobić?

Książkę „Matka” przyjęłam od wydawnictwa Vesper z dużą przyjemnością. Sam opis na okładce i opinie innych czytelników były dostatecznie przekonujące bym po nią sięgnęła.

S.E. Lynes stworzyła thriller, który od samego początku budzi niepokój. Nie ma tu wybuchów i dramatycznych akcji, ale podskórnie czujemy, że coś jest nie tak a fasada, którą buduje główny bohater wkrótce runie jak domek z kart, to oczekiwanie jest przerażające. Czekanie na nieuniknione potęguje lęk, który towarzyszy czytelnikowi.

Główny bohater jest bardzo specyficzny a autorka nadała mu cechy, które jednocześnie pozwalają mu współczuć i się z nim identyfikować, ale także odczuwać napięcie, które Christopher nosi w sobie. To duża umiejętność poprowadzić postać tak by wywoływała skrajne emocje.

Zdecydowanie „Matka” to dobry thriller psychologiczny, który wciąga i daje do myślenia. Bo czy nie kształtuje nas to w jakiej rodzinie się wychowujemy ? Jak wielki wpływ mają na nasze dorosłe życie nasi rodzice, którzy pokazują nam jak funkcjonować i z których bierzemy przykład?

Jak bardzo jesteśmy przywiązani do rodziców i ile jesteśmy w stanie zrobić by bronić naszych wartości?

Te wszystkie pytania stawiałam sobie podczas lektury książki S.E. Lynes. „Matka” i historia w niej opisana pewnie zostanie ze mną jakiś czas.

Powieść polecam a wydawnictwu Vesper dziękuję za egzemplarz recenzencki.

Reklamy

Ryszard Ćwirlej „Ostra jazda”

Poznań. Niedaleko szkoły oficerskiej zostają znalezione zwłoki podoficera, który został zastrzelony. Żandarmeria niby prowadzi śledztwo, niemniej jednak robi to tak nieudolnie, że zaraz po jego rozpoczęciu zostają zatarte wszelkie ślady, które mogłyby doprowadzić do sprawcy.

Kilka tygodni później o świcie grzybiarz znajduje zwłoki młodej kobiety. Kolejny postrzał. Okazuje się, że zamordowana była prostytutką z Ukrainy, lokalna policja zabiera się do roboty. Do sprawy zostaje przydzielona młoda, entuzjastycznie nastawiona policjantka, która zrobi wszystko by doprowadzić śledztwo do końca. Ślady prowadzą do rozprzestrzeniającego się w Wielkopolsce handlu żywym towarem.

Sierżant Aneta Nowak rusza tym tropem a to do czego dojdzie przerośnie jej założenia po tysiąckroć.

oj.PNG

To moja pierwsza książka spod pióra Ryszarda Ćwirleja i niestety ostatnia. Fabuła w założeniu była tak ciekawa, że gdy dostałam propozycję zrecenzowania tej książki nie mogłam się doczekać, żeby w końcu zacząć ją czytać. Niestety akcja toczyła się bez ładu i składu, wątki jakoś się gubiły i urywały w dziwnych momentach, albo ja jestem za głupia, albo coś tu nie zagrało.

Sama historia jest ciekawa: handel żywym towarem, zagadka kryminalna, pościgi i dużo akcji, jednak to jak to wszystko zostało poprowadzone sprawiło, że czytając się po prostu męczyłam.

Przykro mi bo to jedna z kilku książek w tym roku, które mnie zawiodły.

Chociaż główna bohaterka jest naprawdę żywiołowa i da się ją polubić bez dwóch zdań to reszta bohaterów przeszła bez echa. Nawet już nie pamiętam jak się nazywali ani jakie było rozwiązanie historii a książkę skończyłam wczoraj.

Cóż dla fanów Ćwirleja to będzie na pewno nie lada gratka, niestety ja do nich nie dołączę.

Joanna Opiat- Bojarska „Łatwy hajs. Kryształowi”

Biuro Spraw Wewnętrznych policji. Jego pracownicy nazywani są „kryształowymi”- elitarna jednostka, najlepsi z najlepszych, mają jedno zadanie: dopaść tych funkcjonariuszy, którzy przeszli na drugą stronę mocy i zbratali się z przestępcami.

Paweł Dobrogowski -Driver jest stworzony do takich spraw, ale trafia na taką, która może być jedną z najcięższych z nich. Łysy jest bezlitosny. Każdy właściciel klubu go-go musi mu płacić w ten czy w inny sposób, gdy ktoś próbuje mu się postawić i przestaje oddawać mu dolę, Łysy zamyka klub a „dłużnika” kieruje prostą ścieżką do więzienia. Największe zagrożenie stanowi dlatego, że na co dzień nie jest gangsterem, jest policjantem. Tak przynajmniej donosi świadek, którego list na biurku znajduje Driver. Rozpoczyna się żmudna praca, ale gdy Dobrogowski złapie trop, nie spocznie dopóki nie dotrze do prawdy.

Czy i tym razem uda mu się być sprytniejszym niż przeciwnik? W drugim narożniku stoi ktoś dużo potężniejszy niż Kryształowy na początku przypuszczał a dodatkowo nad jego głową zbierają się też inne czarne chmury.

Szybkie samochody, zadymione kluby go-go, Poznań i pościg za prawdą, jak będzie na mecie, kto będzie zwycięzcą?

opiat 2.PNG

 

Joanna Opiat-Bojarska zdecydowanie wie jak pisać książki o policjantach tak by nie można było się od nich oderwać. Gdyby nie to, że mam pracę (na szczęście) i muszę spać to przeczytałabym to prawie 500 stron nie w 3 a w jeden dzień.

Może i język jest wulgarny, może jest dużo nagości a niekiedy brutalnych opisów, ale czego mieliśmy się spodziewać po powieści o funkcjonariuszach takiej jednostki ? Czy powinni mówić niczym wieszcz narodowy trzynastozgłoskowcem? NIE! Wszyscy bohaterowie w „Łatwym hajsie” są „jacyś”, mają charaktery, osobowość. Można ? Można.

Moje serce skradł oczywiście Driver, uwielbiam takie postaci: Brudny Harry z dobrze ukrytym miękkim sercem. Nie da się go nie lubić i trzymać za niego kciuków tak, że aż  bieleją knykcie. Po tym spotkaniu Paweł Dobrogowski został jednym z moich ulubionych męskich bohaterów  w ogóle.

Cóż mogę powiedzieć drugi tom „Kryształowych” spełnia wszystkie warunki, które moim zdaniem powinien spełniać dobry kryminał. Niecierpliwie, naprawdę niecierpliwie czekam na kolejny tom, albo najlepiej tomy.

Walter Isaacson „Leonardo da Vinci”

Chyba każdy zna chociaż jeden obraz Leonarda da Vinci, Mona Lisa stała się jednym z najbardziej znanych dzieł na świecie, a Ostatnia Wieczerza, została nawet opisana w znanej i popularnej książce Dana Browna.

 

Autor Walter Isaacson pochylił się nad tysiącami stron notatek człowieka renesansu i stworzył biografię, tak pełną i tak dokładną jakiej jeszcze w rękach nie miałam.

Leonardo da Vinci a właściwie Leonardo di ser Piero da Vinci był nieślubnym dzieckiem znanego notariusza, początek jego historii być może nie jest szczęśliwy i usłany różami, ale to ile osiągnął nie mieści się w głowie do dziś.

To nie tylko malarz, spektrum jego możliwości i umiejętności jest wyjątkowo szerokie. Grafik, architekt budynków, projektant maszyn wojennych, biolog i anatom. Lista jego talentów nie miała końca. Jeśli w czymś uczestniczył, to angażował się w całym sercem.

leonardo.PNG

Prywatnie homoseksualista, wegetarianin i mańkut ze skłonnością do przesady i z poglądami, których nie bal się przedstawiać. Ludzie, którzy mu towarzyszyli opisywali go jako troskliwego, uroczego mężczyznę, który roztaczał wokół siebie blask.

To co mi przeszkadzało w książce to dłużyzny, zdecydowanie „Leonardo da Vinci” to najdłuższa biografia jaką miałam okazję mieć w rękach (ponad 700 stron ciążyło w torebce). Były fragmenty, które zamęczały mnie szczególarstwem a Isaacson skupiał się na nich aż do przesady. Niemniej jednak dobrze jest poszerzać swoją wiedzę a ta pozycja jest jej skarbnicą.

Często słyszymy stwierdzenie „człowiek renesansu”, o ludziach wszechstronnie uzdolnionych, ale historia malarza uzmysławia nam, że w słowniku przy tych słowach powinien figurować wizerunek Da Vinciego. To jedna z tych postaci na osi czasu, o których nie powinniśmy i nie możemy zapomnieć.

Jeśli chcecie się dowiedzieć jak wygląda język dzięcioła, ile cegieł zużyto do budowy kopuły kaplicy we Florencji oraz o co jako młodzieniec został oskarżony Leonardo to jest to pozycja dla was.

za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Insignis.

Stefan Darda „Przebudzenie zmarłego czasu. Powrót”

Jakub Domaradzki wychodzi z więzienia po niesłusznym skazaniu. Wuj, który miał go odebrać, Olgierd Lang tego samego dnia popełnia samobójstwo. Kuba nie wierzy by jego krewny targnął się na swoje życie. Ciężko mu pojąć, że taki człowiek mógł sam zakończyć swój byt.

Tajemniczy list pożegnalny, który zostawił wuj, tylko wzmaga wątpliwości młodego człowieka, który postanawia zbadać sprawę śmierci Langa.

Wszystkie tropy zaczynają prowadzić do zamierzchłych czasów i do Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej, czy to możliwe by gemma- tysiącletni bizantyjski amulet skrywał więcej tajemnic niż ktokolwiek przypuszcza? Czy w połączeniu ze swoją zaginioną bliźniaczką ma moc ożywiania zmarłego czasu?

Jakub Domaradzki stanie przed wyzwaniami, o których do tej pory nie miał pojęcia i które nie będą się mogły zmieścić w jego racjonalnym umyśle…

„Śnił mi się wujek Olgierd.

Siedział na krześle obok mojego łóżka i pochylając się w moją stronę, szeptał:

-Kuba zostaw. Nie szukaj. Lepiej zostawić zmarły czas niech śpi spokojny jak morze.

Powtarzał to wielokrotnie jak mantrę. Ze szczelin w jego popękanej czaszce wypełzały węże, a ciemno-zielone oczy wuja pobłyskiwały żółtawymi refleksami jak chelcedon plazma zanurzony w morskiej wodzie i delikatnie w niej obracany.

-Nie szukaj. Niech śpi łagodnie jak owieczka…”

darda 2.PNG

Mam ostatnio szczęście do polskich autorów a passa dobrych książek nadal trwa. To pierwsza powieść Stefana Dardy jaką przeczytałam, ale już wiem, że na pewno nie ostatnia. Lekkie pióro, dobrze skrojona historia a przy okazji bohater, którego da się lubić.

Czego można chcieć więcej?

W „Przebudzeniu zmarłego czasu” może nie dzieje się zbyt wiele, może nie jest to jedna z tych powieści przy których włosy stają dęba a na karku pojawia się gęsia skórka, jednak to delikatne napięcie, które wyczuwa się na każdej stronie robi robotę. Czuć, że coś wisi w powietrzu, że za rogiem czai się niebezpieczeństwo. To powoduje, że lektura książki Stefana Dardy sprawia dużą przyjemność fanom takiego gatunku a dla takich pionierów jak ja jest idealnym startem by zakochać się w powieściach autora.

Colleen Hoover „Coraz większy mrok”

Verity Crawford, bardzo znana i popularna autorka thrillerów, w wyniku wypadku zostaje całkowicie sparaliżowana. Nie jest w stanie dokończyć popularnej serii książek, która przyniosła jej sławę i pieniądze. Mąż kobiety, Jeremy zatrudnia młodą pisarkę, która pod pseudonimem ma napisać kolejne tomy sagi Verity.

Gdy Lowen zabiera się do pracy odkrywa coś co powoduje gęsią skórkę na jej rękach-tekst, który znalazła miał chyba pozostać tajemnicą, ponieważ pokazuje najmroczniejszą stronę Verity, to swoista spowiedź, po której jednak nie wiadomo czy można odpuścić grzechy. Lowen odkrywa rzeczy, o których nie chciała wiedzieć a jednocześnie coraz bardziej zbliża się do pana domu Jeremy’ego.

Dla obojga z nich już wkrótce los przygotuje sporo niespodzianek, z którymi będą musieli się zmierzyć. Kto kim manipuluje? Jaka jest prawda i czy wyjdzie na jaw to co naprawdę stało się kilka lat wcześniej?

coraz.PNG

Colleen Hoover kojarzę z uroczych, ale niezbyt wyrafinowanych powieści dla nastolatek opartych na starej kanwie: on bogaty i popularny, ona biedna, cicha myszka zakochują się w sobie, potem kłócą a na końcu godzą. Ale kiedy wydawnictwo Otwarte zaproponowało mi przedpremierowy egzemplarz „Coraz większego mroku” i przeczytałam opis na okładce uznałam, że to może być coś co trafi w mój gust. Nie pomyliłam się, tym razem autorka pokazała, że potrafi pisać całkiem niezłe thrillery, które wciągają i które dobrze się czyta.

Być może bohaterowie mają coś z powieści dla nastolatek a główna bohaterka jest lekko irytująca. Nie mniej jednak nie przeszkadza to w całkowitym odbiorze powieści jako dobrego thrillera, który na pewno znajdzie swoich zwolenników.

Opowieść opisana z perspektywy Lowen potrafi zatrzymać czytelnika na dłużej niż pół godziny, ba myślę, że będzie sporo odbiorców, którzy przeczytają „Coraz większy mrok” a jednym zamachem. Oczywiście nie jest to książka najwyższych lotów, ale nie oszukujmy się nie tego szukałam i nie tego chciałam. Moje oczekiwania czyli lekki thriller, który przeczytam z przyjemnością i lekką nutą napięcia zostały spełnione.

Premiera książki 19 czerwca

Jakub Szamałek „Cokolwiek wybierzesz”

Warszawskie korki. Kto chociaż raz był w tym mieście wie, że poranna droga do pracy nie należy do przyjemności. Pewnego dnia na jednej z ulic stolicy dochodzi do wypadku, ginie Ryszard Buczek, aktor, prowadzący popularny program dla dzieci. Wszystkie ślady wskazują na to, że kierowca stracił kontrolę nad pojazdem. Nieszczęśliwy wypadek z tragicznym zakończeniem.

Jednak młoda dziennikarka, pisząca dla plotkarskiego portalu ma wrażenie, że ktoś pomógł Buczkowi odejść z tego świata a całe zdarzenie nie było przypadkowe. Jej podejrzenia potwierdza fakt otrzymania anonimowego ostrzeżenia przed drążeniem tej sprawy. Gdy kobieta nie słucha „rad” informatora ten zmienia jej życie w piekło.

W świecie gdzie internet przyrósł nam do ręki nikt nie jest już anonimowy a ukrycie czegoś zaczyna graniczyć z cudem. Przestępcy zaczynają korzystać z nieznanych dotąd środków a złapanie ich będzie nielada wyczenem. Czy Julita Wójcicka ugnie się pod presją szantażysty? Czy jednak zmobilizuje się i zrobi wszystko by dotrzeć do prawdy?

szamalek 1.PNG

„Cokolwiek wybierzesz” to pierwszy tom z cyklu Ukryta sieć i pierwsza książka Jakuba Szamałka jaką miałam w rękach. Cóż, opinie o tej książce nie są przesadzone. W pakiecie dostajemy doskonały kryminał, pakiet informacji i bohaterów z krwi i kości, którzy mają prawo się potknąć popełniać błędy i wychodzić na prostą.

Muszę przyznać, że lektura sprawiła mi bardzo dużo frajdy. To jedna z tych pozycji, które chce się czytać żeby wiedzieć jak się skończą a jednocześnie nie chce się jej kończyć zbyt szybko by nie tracić przyjemności jaką sprawia czas spędzony z autorem.

Pióro Szmałka nie pozostawia nic do życzenia, autor pisze lekko, sprawnie i ze swadą. Od jakiegoś czasu z większą radością sięgam po polskich autorów niż po zagranicznych. W końcu nie od dziś wiadomo, że Polacy nie gęsi a Jakub Szamałek zdecydowanie potwierdza to powiedzenie.

szamałek.PNG

Dziś pisząc tę recenzję nie przyczepię się do niczego. „Cokolwiek wybierzesz” to doskonała propozycja na pogodę i niepogodę, rozpala, wciąga i nie daje się od siebie oderwać.

Niecierpliwie będę czekać na kolejny tom, który z pewnością znajdzie honorowe miejsce na mojej półce.