M.T. Edvardsson „Zupełnie normalna rodzina”

„Idealna rodzina jest największym kłamstwem”

Adam jest pastorem. Oddany Bogu i rodzinie zawsze postępuje zgodnie ze swoim wewnętrznym kodeksem. Jego żona Urlika jest wziętą prawniczką, wspólnie wychowują córkę- dziewiętnastoletnią Stellę. Mieszkają w małym miasteczku Lund, zajmując się swoimi sprawami, jedząc posiłki przed telewizorem i spędzając czas w centrum handlowym. Zwyczajna, szczęśliwa rodzina. Jednak pewnego dnia wszystko się zmienia. Ich poukładany do tej pory świat, rozpada się w pyl.

Stella zostaje aresztowana i zostają jej postawione zarzuty o zamordowanie młodego mężczyzny.

Adam i Urlika stają na głowie by wybawić córkę z opresji, ile będą w stanie zrobić by uwolnić córkę zza krat? Czy wartości, w które do tej pory wierzyli będą musiały ulec degradacji ? Oboje wiedzą więcej niż mówią i oboje położą na szali dużo więcej niż można by było się spodziewać…

rodzina 2

„Zupełnie normalna rodzina” to nie jest thriller jakiego się można było spodziewać. To nie jest książka, w której napięcie wywołuje strach bo za rogiem czai się morderca. Autor uderza w zupełnie inne struny czytelnika, tu boimy się bo nie wiemy kto zawinił, boimy się bo tajemnica goni tajemnicę i nie wiemy komu możemy ufać, a może nie możemy ufać nikomu ?

Całą historię oglądamy z trzech perspektyw: ojca, samej podejrzanej i matki, co daje nam pogląd na sprawę ze stron wszystkich zainteresowanych. Moim zdaniem najlepsze są fragmenty, które opisuje sama Stella i to one zrobiły na mnie największe wrażenie. Bohaterowie powieści są wyraziści, każdy z nich ma swoje powody, które skłaniają ich do takiego a nie innego działania. Rozumiemy ich, ba ! nawet trzymamy za nich kciuki.

Dla mnie to bardzo udana książka, pełna emocji. Może nie nazwałabym jej do końca thrillerem, może daleko jej do kryminału, jednak niesie w sobie taki ładunek emocji, który mi bardzo odpowiada. Byłam ciekawa zakończenia, które mało tego, że mnie nie rozczarowało to jeszcze zaskoczyło co ostatnio nie jest częste.

Jeśli szukacie w książkach potężnej dawki emocji to w Zupełnie normalnej rodzinie” z pewnością ją dostaniecie.

„Są sprawy, do których nikt nie ma prawa się mieszać. Załatwia się je w rodzinie.”

Premiera książki już `17.04. za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję wydawnictwu Znak Literanova.

Reklamy

Rebecca Fleet „Zamiana”

Pamiętacie film „Holiday”? Dwie kobiety, które się nie znają chcąc uciec od swojego życia i na jakiś czas zamieniają się domami. Doskonały pomysł na odpoczynek?

Podobną historię mamy przedstawioną w książce „Zamiana”. Małżeństwo Caroline i Francisa przechodzi kryzys. Chcą rozpocząć nowy etap związku i wpadają na pomysł by na tydzień zamienić się domami. Przypuszczają, że ten urlop w pięknym domu na przedmieściach Londynu, może im pomóc uratować związek.

Jednak Caroline od początku czuje niepokój. Pewne elementy, które znajduje w obcym domu pozwalają jej przypuszczać, że zostały wybrane specjalnie dla niej… Czy właścicielem domu jest ktoś kto ją zna?

Gdy do kobiety dociera, że to nie mógł być przypadek zaczyna odczuwać lęk, że do jej życia próbuje wrócić osoba, o której od jakiegoś czasu usilnie starała się zapomnieć, a to z pewnością mogłoby naruszyć i tak bardzo kruchą stabilizację jaką usilnie próbowała odbudować w swoim małżeństwie.

Książkę „Zamiana” kupiłam po bardzo entuzjastycznym jej odbiorze przez jedną z blogerek książkowych i muszę przyznać, że dostałam dokładnie to czego chciałam. Powieść ma wiele płaszczyzn, pokazuje to za czym każdy z nas tęskni nawet jeśli czasem nie powinien. Ta książka jest jednym wielkim ładunkiem emocji, który chwyta czytelnika za gardło na pierwszych kilku stronach i nie puszcza do ostatniej kartki.

To nie jest stricte thriller, ma w sobie dawkę dramatu, z którym mierzą się główni bohaterowie, morze tęsknoty oraz analizę ludzkich uczuć, do których często sami nie chcemy się przyznawać. To mocna pozycja, od której trudno się oderwać i która czyta się sama.

Jeśli ktoś oczekuje przelewu krwi i mordercy czającego się za rogiem mordercy to tego nie dostanie, ale jeśli chcecie otrzymać książkę, która was wciągnie, nie pozwoli się oderwać a przy okazji pokaże całą paletę uczuć to z pewnością mogę stwierdzić, że powieść Rebecci Fleet spełni te oczekiwania.

„Tak wygląda życie. Podajemy cierpienie dalej, rozciągamy je, rozcieńczamy. Czekamy, aż tak bardzo się rozwodni, że stanie się prawie niewyczuwalne.”

Michelle Obama „Becoming. Moja historia”

Michelle Obama jest chyba jedną z najbardziej znanych kobiet na świecie. Pierwsza czarnoskóra kobieta w Białym Domu, żona pierwszego prezydenta o innym kolorze skóry. To nie mogło być łatwe. Była na ustach wszystkich i musiała się mierzyć z sytuacjami, o których nie mamy pojęcia.

Spisując swoją historię w biografii podjęła kolejną odważną decyzję w swoim życiu i po raz kolejny wyszła z tej sytuacji zwycięsko.

Książka podzielona jest na trzy części, pierwsza z nich to dzieciństwo Michelle, czas w którym już jako mała dziewczynka musiała walczyć o swoje i udowadniać ludziom dookoła a przede wszystkim sobie, że jest „dość dobra”. Wychowana w niezbyt zamożnym domu wszystkie wartości jakimi się kierowała przerzuciła na miłość i dbanie o rodzinę zamiast umiejscawiać je w grubości portfela.

Druga część to okres kiedy razem z Barackiem walczyli o swoją przyszłość w polityce i o fotel najważniejszego człowieka w Stanach Zjednoczonych, to nie była łatwa droga, oboje musieli poświęcić wiele by znaleźć się w miejscu, w którym żyli przez osiem lat.

Ostatnia część to czas prezydentury, jednego z najbardziej otwartych i nastawionych na społeczeństwo okresów w historii USA.

obama 2.PNG

W „Becoming. Moja historia” Michelle Obama zaprasza czytelnika do swojego świata, a kolejne zdarzenia opisuje rzeczowo i składnie nie uciekając na szczęście od prywatnych przemyśleń i okazywania słabości, które każdy z nas posiada. Obama pokazuje, że mimo stanowiska jakie piastowała i tego gdzie mieszkała, jest normalną kobietą, która ze swadą i zapamiętaniem walczy o swoje prawa, ale także o to by kobietom globalnie żyło się lepiej. Nie boi się przyznawać do porażek, do błędów jakie popełniła nie pokazuje swojego świata zero jedynkowo wręcz przeciwnie, zadziwia poczuciem humoru, dystansem i luzem, który bezapelacyjnie w sobie ma.

Nie wiem czy biografię pisała sama, nie wiem czy to zasługa ghostwritera czy tłumacza, ale nie obchodzi mnie to. Dostałam kawał fajnej biografii, którą czyta się z wielką przyjemnością, z której można wiele się dowiedzieć a jednocześnie nie czuć się przytłoczonym nadmiarem informacji.

To bardzo dobra pozycja, która z pewnością spodoba się wielu czytelnikom na całym świecie. Nie bez powodu została przetłumaczona na 24 języki i wydana w kilkudziesięciu krajach.

Maciej Siembieda „Gambit”

„Czasami, żeby ten cel osiągnąć i zdobyć lepszą pozycję na planszy, z rozmysłem poświęca się pionki a nawet figury. Kiedyś poznasz sens tego manewru. Nazywa się gambit.” 

Rok 1966 Jerzy Ostrowski zostaje uprowadzony z biura, w którym pracuje przez „smutnych panów”, tajniacy pakują go do samochodu i wywożą w nieznane a sam Ostrowski jest przekonany, że to ostatnia przejażdżka w jego życiu. Obawia się, że nowej władzy nie spodobała się działalność jego brata, który bronił wolnej Polski w czasie II wojny światowej, a Jerzy ma teraz zapłacić za jego czyny.

Rok 1943  Wanda Kuryło- młoda piękna dziewczyna i działaczka AK, dowiaduje się o zdradzie jednego ze swoich przywódców. W jej wyniku zostaje aresztowana część dowódców AK, a Wanda będzie musiała rozpocząć misję, której nie powstydziłby się najbardziej doświadczony Akowiec, powodzenie jej planu może odmienić losy powojennej Polski.

Co łączy tych dwoje? Czy misja Wandy okaże się sukcesem ? Czy kariera w kontrwywiadzie tej kobiety oderwie ją choć na chwilę od żądzy zemsty, która rosła w niej od lat?

W grę wchodzą olbrzymie pieniądze i skarb, którego poszukują zarówno Rosjanie jak Polacy i Niemcy, na scenie robi się trochę tłoczno,  to nie będzie łatwa rozgrywka…

Bo kto gra białymi ten zaczyna partię- wyjaśnił. Ma sposobność narzucenia swojego pomysłu rozgrywki a na dodatek kontroli przeciwnika. Dlatego nie będziemy jej ukrywać- uśmiechnął się do Wandy- tylko sami wykonamy pierwszy ruch”

Maciej Siembieda udowadnia, że można wciągnąć czytelnika w opisaną przez siebie historię od pierwszego zdania, wprowadzić go w jej fabułę bez reszty po pierwszej stronie i sprawić by zapomniał o otaczającym go świecie po pierwszym rozdziale.

Autor ma niezwykłą łatwość łączenia gatunków literackich. Niczym linoskoczek z gracją i niespotykanymi wręcz umiejętnościami balansuje na krawędzi powieści historycznej, sensacyjnej, thrillera i romansu, a w każdym z nich pokazuje swoje mistrzostwo.

„Gambicie” nie ma potknięć, niedociągnięć. Ta książka to majstersztyk. Napisana z polotem, pięknym językiem, który znamy z poprzednich książek autora. Czapki z głów przed pisarzem, jego ogromną wiedzą i umiejętnością prowadzenia czytelnika przez historię, którą chce przekazać.

To, że większość sytuacji i postaci umiejscowionych w „Gambicie” jest prawdziwa jeszcze mocniej wpływa na jej odbiór. Maciej Siembieda po raz kolejny pokazał, że potrafi słuchać swoich rozmówców a wiedzę od nich pozyskaną przelać na papier. To bardzo cenna umiejętność tak rzadka w dzisiejszych czasach, że prawie zapomniana. Ludzie biegną, pędzą i spieszą się, a autor pisze tak, że ja wiem, po prostu wiem, że siedział z ludźmi, od których uzyskał pomysł na powieść, którzy spędzili z nim trochę czasu, zaufali mu i powierzyli swoje historie w jego ręce.

Cóż ja mogę powiedzieć skoro nie ma się do czego przyczepić, książka rewelacja- ponad czterysta stron przeczytałam w jeden dzień bo zupełnie, ale to zupełnie nie mogłam się od niej oderwać. Jest jak magnes, przyciąga.

„Prawdziwie kochasz wtedy gdy nie wiesz dlaczego”

Ja wiem za co pokochałam „Gambit”, przekonajcie się sami, wszystkim, absolutnie wszystkim polecam, premiera tej niezwykłej powieści już 3.04.2019

Christina Dalcher „Vox”

Stany Zjednoczone, pewnego dnia w życie wchodzi dekret, który zabrania kobietom mówić więcej niż 100 słów dziennie. Niestety, nie koniec na tym, wkrótce w życie wchodzą przepisy, które zabraniają kobietom pracować, dziewczynkom w szkole odbiera się możliwość nauki czytania i pisania a w zamian uczy się je szycia na maszynie- tak by były bardziej wartościowe dla swoich mężów.

Jean McClellan do tej pory realizowała się na ścieżce naukowej, politykę zostawiając innym. Interesowało ją jej laboratorium a nie polityczne niesnaski. Teraz gdy jej świat się tak drastycznie zmienił, będzie musiała walczyć nie tylko o swój głos, ale także o przyszłość swojej córki i wszystkich kobiet.

vox 2.PNG

Średnio człowiek wypowiada około 16 tysięcy słów dziennie, ciężko sobie wyobrazić by ktokolwiek mógł ograniczyć ich ilość do 100 na dobę…

Co każdy z nas by zrobił gdyby nagle państwo tak mocno zaczęłoby ingerować w nasze życia? Gdyby kobiety zamiast bransoletek, które są prezentami na nadgarstkach musiały nosić stalowe obręcze, które po przekroczeniu limitu raziły prądem ? Sytuacja wydaje się absurdalna i nieprawdopodobna, ale czy na pewno?

Czy od zawsze nie było tak, że kobiety mają gorszą sytuację od mężczyzn? Różnica płac, stereotyp kury domowej i jej przeciwieństwo- zimna karierowiczka. Czy naprawdę tak ciężko jest zrozumieć, że mamy swoje pasje, które chcemy realizować?

To świat narzuca nam pewne normy kulturowe i ideowe poniekąd narzucając nam co możemy mówić a czego nie powinniśmy. Autorka oczywiście pokazała to w przejaskrawiony sposób, ale być może tylko tak można spowodować chwilę zastanowienia i zadanie sobie pytania „co by było gdyby?”

Vox” przestrzega przed przymykaniem oczu na zło, jest jak neon który świeci w oczy, chociaż uważam, że autorka minimalnie przedobrzyła z zakończeniem a całość miała gigantyczny potencjał, który nie został do końca wykorzystany to z całą odpowiedzialnością polecam ten thriller wszystkim i kobietom i mężczyznom.

Krzysztof Domaradzki „Trans”

„Kawęcki zdarł głowę i uniósł ciężkie powieki.

Byłem trzeźwy przez ostatni miesiąc. To nie dla mnie.

Witold długo nie mógł od niego oderwać wzroku. Miał wrażenie, że gapi się na dziwaczną, humanoidalną górę smutku.”

W lesie zostają znalezione kolejne zmasakrowane zwłoki. Mimo tego, że na pierwszy rzut oka nie można stwierdzić kto jest ofiarą, wszystkie ślady wskazują na to, że jest nią policjantka. To potęguje złość śledczych i chęć dopadnięcia sprawcy. Na czele grupy staje uzależniony od alkoholu Tomasz Kawęcki. Jego podejście do pracy pozostawia wiele do życzenia, właściwie tylko odlicza kolejne puszki piwa i butelki wódki, słaniając się na trasie komisariat-monopolowy-dom, ale jego analityczny umysł oraz zdolność do zapamiętywania wszystkiego mimo alkoholicznego ciągu powoduje, że policjanci mają nadzieję, że odnajdzie seryjnego mordercę.

Na drodze Kawęckiego stanie jednak dużo więcej przeciwników niż na początku przypuszczał, a droga do odnalezienia celu będzie mocno wyboista.

Czy uda mu się zwyciężyć w tej nierównej walce? Po drugiej stronie ma nałóg, tajemniczego mordercę i tajemniczego prokuratora.

„Witold ze zrozumieniem pokiwał głową. Czuł to samo. Już od wielu tygodni.

Podobno najciemniej jest pod latarnią- powiedział.

A gdzie jest najjaśniej ?

Witold spuścił głowę i wymacał kieszenie. Poczuł pod palcami paczkę papierosów oraz zapalniczkę. Przynajmniej tu wszystko było na swoim miejscu.

Nigdzie nie jest dość jasno”

Pamiętacie kiedy pisałam o pierwszej części z Tomaszem Kawęckim , że jest mocna? Przy „Transie”, „Detoks” to bajeczka na dobranoc.

Druga część dała mi popalić, oj dała… Podczas całej książki miałam na plecach ciarki, a na rękach gęsią skórkę. Bałam się. To jak jest napisana i co jest w niej zawarte może przyprawić o zawrót głowy. Rzadko, naprawdę rzadko trzymałam w rękach coś tak przejmującego.

Mocno trzymałam kciuki za głównego bohatera, mimo jego samych wad, pomyłek i potknięć, które sam sobie zapewnił, ja od pierwszej do ostatniej kartki byłam z nim.

To duże osiągniecie Krzysztofa Domaradzkiego by z postaci, której w teorii nie da się lubić stworzyć w praktyce kogoś z kim sympatyzujemy.

Nie mam się do czego przyczepić, tak jak w pierwszej części przeszkadzała mi jej objętość, wydawała mi się przydługa, momentami męcząca, to w przypadku „Transu”, sześćset stron przeczytałam bardzo szybko i nie czułam tego, że kryminał jest długi.

Oj dobre to było, oj dobre.

Zakończenie pozwala wierzyć, że autor pokusi się o napisanie kolejnej części za co ja mocno trzymam kciuki.

„Dlaczego ludzie potrafią lepiej umierać niż żyć? Dlatego, że żyć trzeba długo, a umrzeć można prędko”

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Czarna Owca.

 

Krzysztof Domaradzki „Detoks”

Łódź, w jednym z mieszkań zostają znalezione zmasakrowane i pocięte zwłoki młodej dziewczyny. Zamordowaną okazuje się studentka Martyna Bułecka; policjanci na miejscu zbrodni nie znajdują żadnych śladów, które mogłyby świadczyć o motywie, sprawcy czy o samej dziewczynie. Co gorsza jak to bywa: „nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał”- świadków brak.

Sprawę dostaje komisarz Tomasz Kawęcki, kiedyś jedna z jaśniejszych gwiazd komisariatu, dziś bardziej oddany nałogowi niż pracy. Czy zdoła się powstrzymać, odłożyć butelkę wódki i skupić się na znalezieniu mordercy ?

Szukając sprawcy Kawęcki i jego partnerka Magda Giętka zapuszczają się w rejony starych łódzkich kamienic, do których nikt nie chce wchodzić. Atmosfera w zespole jeszcze bardziej się zagęszcza gdy komisarz wpada na pewien trop, zabójstwo Martyny Bułeckiej bardzo przypomina morderstwo sprzed lat…

„Najbrutalniejsza fikcja jest łagodniejsza od delikatnej prawdy.”

detoks 2.PNG

 

Muszę przyznać, że gdyby nie to, że „Detoks” wysłało mi wydawnictwo Czarna Owca, pewnie bym po tą książkę nie sięgnęła i… dużo bym straciła bo Krzysztof Domaradzki daje czytelnikowi popalić. To nie jest lekki, łatwy i przyjemny kryminał, który szybciej się zapomina niż czyta.

„Detoks” jest mroczny, brudny czytając czujemy lęk i to jak mocno autor potrafił wejść w ten świat. Język jest sugestywny, a Domaradzki pokazuje najbardziej drastyczne sceny w taki sposób, że ja miałam na plecach ciarki.

To zdecydowanie jest powieść dla ludzi o mocnych nerwach i dla takich, którym nie będą się śnić po nocach koszmary.

Wątki obyczajowe, bohaterowie, którzy są tak różni i tak wyraziści to wszystko sprawia, że „Detoks” ma wiele płaszczyzn, z których każda ma w sobie to „coś”.

Jedyne do czego mogę się przyczepić- książka jest według mnie minimalnie za długa. Miałam momenty, że czytając niektóre opisy, zastanawiałam się czy są one potrzebne.

Poza tym „Detoks” to naprawdę kawał mrocznej i dobrej lektury dla fanów gatunku. Ja polecam i zaczynam drugi tom serii.